Skąd bierze się smog

Jak powstaje smog?

Smog powstaje w wyniku mie­sza­nia się powie­trza ze spa­linami przy bez­wietrz­nej pogo­dzie i dużej wil­got­no­ści. Naj­bar­dziej nara­żone na niego są mia­sta i miej­sco­wo­ści poło­żone w natu­ral­nych obni­że­niach gruntu. Zja­wi­sko powstaje wsku­tek inwer­sji tem­pe­ra­tu­ro­wej – to zna­czy, że war­stwa chłod­niej­szego powie­trza, znaj­du­jąca się niżej, zatrzy­my­wana jest przez znaj­du­jącą się nad nią war­stwę cie­płego powie­trza. Dzieję się tak naj­czę­ściej pod­czas wyżu atmos­ferycznego. 
 
W skład smogu wcho­dzą szko­dliwe sub­stan­cje che­miczne, takie jak pyły zawie­szone, wodo­ro­tlenki, tlenki azotu i siarki. Do naj­groź­niej­szych sub­stan­cji zali­czane są pyły zawie­szone (PM10 i PM 2,5), benzo(a)piren oraz tlenki azotu. Źró­dłem pocho­dze­nia tych sub­stan­cji jest dzia­łal­ność czło­wieka, a główną przy­czyną zanie­czysz­cze­nia powie­trza tymi sub­stan­cjami jest tzw. niska emi­sja. 
 

Co to zna­czy niska emi­sja?

Naj­pro­ściej, niska emi­sja to wszel­kie spa­liny prze­do­sta­jące się do powie­trza na niskiej wyso­ko­ści. Przy­jęło się, że ter­min ten doty­czy wszel­kich komi­nów o wyso­ko­ści poni­żej 40 m, jed­nak więk­szość spa­lin odpo­wie­dzial­nych za niską emi­sję uwal­niana jest na wyso­ko­ści do 20 m. Wyso­kość, na któ­rej spa­liny uwal­niane są do atmos­fery jest klu­czowa ze względu na opi­saną powy­żej inwer­sję tem­pe­ra­tu­rową, bowiem 40 m jest dolną gra­nicą dla tego zja­wi­ska. 
 
Przy­czyną niskiej emi­sji jest nie­efek­tywne spa­la­nie paliw (węgla, drewna, oleju), a czę­sto także śmieci w indy­wi­du­al­nych pie­cach i lokal­nych kotłow­niach – tutaj powstają głów­nie bezno(a)piren (86 proc. cał­ko­wi­tej emi­sji tego związku) oraz pyły PM10 i PM2,5 (nie­mal 50 proc. cał­ko­wi­tej emi­sji każ­dego z nich). Kolej­nym czyn­ni­kiem jest trans­port dro­gowy, któ­rego udział w emi­sji pyłów wynosi 9,0 proc. dla PM10 i 13,3 proc. dla PM2,5 (dane: Główny Inspek­to­rat Och­rony Śro­do­wi­ska, 2016)
 
Wła­śnie z uwagi na nie­wielką wyso­kość uwal­nia­nia spa­lin oraz brak norm śro­do­wi­sko­wych dla tego typu źró­deł, zja­wi­sko to jest tak szko­dliwe. Zanie­czysz­cze­nia gro­ma­dzą się wokół miej­sca powsta­wa­nia, czyli zazwy­czaj w zabu­do­wie miesz­kal­nej, bez­po­śred­nio szko­dząc żyją­cym tam ludziom.
 
 

Czy ist­nieje także wysoka emi­sja?

Oczy­wi­ście, oprócz niskiej ist­nieje także wysoka emi­sja, czy wszel­kie zanie­czysz­cze­nia emi­to­wane na wyso­ko­ści powy­żej 40 m. Są to zazwy­czaj kominy zakła­dów prze­my­sło­wych, w tym także cie­płowni i elektrocie­płowni. Na pro­blem zwią­zany z tym rodza­jem zanie­czysz­cze­nia od wielu lat zwra­cano naj­więk­szą uwagę. Ist­nieje też sze­reg norm śro­do­wi­sko­wych, także tych narzu­co­nych przez UE, które muszą być w takich źró­dłach emi­sji speł­niane. To wła­śnie dzięki tym wszyst­kim dzia­ła­niom zanie­czysz­cze­nia prze­my­słowe nie sta­no­wią obec­nie więk­szego pro­blemu. Udział prze­my­słu ener­ge­tycz­nego w powsta­wa­niu szko­dli­wych sub­stan­cji, opi­sa­nych powy­żej, wynosi: 0,1 proc. dla bezno(a)pire­nów, 9,3 proc. dla pyłów PM10 oraz 10 proc. dla pyłów PM2,5. (dane: GIOŚ, 2016)
 

Smog w Pol­sce

Wg danych Euro­pej­skiej Agen­cji Śro­do­wi­ska z 2013 roku w pierw­szej dzie­siątce ran­kingu miast o naj­więk­szym zanie­czysz­cze­niu powie­trza w Euro­pie zna­la­zło się aż sześć pol­skich aglo­me­ra­cji: Kra­ków, Nowy Sącz, Gli­wice, Zabrze, Sosno­wiec i Kato­wice. W mia­stach tych przez ponad pół roku (a więc wcale nie od czasu do czasu) prze­kra­czane są normy stę­że­nia zanie­czysz­czeń powie­trza, z czego nie zawsze zda­jemy sobie sprawę. Pro­blem smogu stał się przedmio­tem roz­mów dopiero w ostat­nim cza­sie, jed­nak nie ozna­cza to że jest to temat nowy. Sprawę warto poznać, gdyż zanie­czysz­cze­nia mogą być róż­nego rodzaju, a tak się składa, że w Pol­sce prze­kra­czamy normy pod kątem zanie­czysz­czeń sub­stan­cjami naj­groź­niej­szymi dla zdro­wia ludzi. Jako kraj jeste­śmy na szczy­cie państw UE pod wzglę­dem stę­że­nia rako­twór­czego benzo(a)pirenu (normy prze­kro­czone nawet o 500 proc.). Rów­nie źle oce­niono stę­że­nia pyłu zawie­szonego, w przy­padku któ­rego normy prze­kro­czone są wie­lo­krot­nie. Świa­towa Orga­ni­za­cja Zdro­wia (WHO) sza­cuje, że rocz­nie ze względu na złą jakość powie­trza umiera w Pol­sce 43–45 tys. osób. 
 
Dla­tego tak ważne jest pod­ję­cie ogól­no­pol­skich dzia­łań zmie­rza­ją­cych do ogra­ni­cze­nia smogu oraz szko­dliwej niskiej emi­sji. Na tere­nach miej­skich dobrym spo­so­bem na roz­wią­za­nie tego pro­blemu jest przy­łą­cze­nie miesz­kań­ców do sys­temu cie­płow­ni­czego.
 
 

Wielki Smog Lon­dyń­ski

Kiedy w grud­niu 1952 po kil­ku­dnio­wych opa­dach śniegu poja­wiło się w Lon­dy­nie słońce, nikt nie spo­dzie­wał się, że nad mia­stem już nie­ba­wem może wytwo­rzyć się smog tak gęsty, że trudno będzie odróż­nić dzień od nocy. 5 grud­nia był mroczny przez lekko żół­tawą mgłę, która powstała w efek­cie wiro­wego układu wia­trów w obrę­bie wyżu. Chłodne powie­trze pozo­stało tuż nad zie­mią, a cie­płe zna­la­zło się nad nim. Wil­gotne powie­trze zaczęło docie­rać znad morza, two­rząc gęste mgły o dużej zawar­to­ści związ­ków siarki, które wymie­szały się z dymem pocho­dzą­cym z komi­nów budyn­ków. Mgła była na tyle duża, że widocz­ność w ciągu dnia na uli­cach się­gała jedy­nie trzech metrów. Po kilku godzi­nach do szpi­tali i przy­chodni zaczęły zgła­szać się osoby mające pro­blem z oddy­cha­niem. Ambu­lansy przez gęstą mgłę nie mogły dotrzeć do potrze­bu­ją­cych, a w szpi­ta­lach szybko zaczęło bra­ko­wać miejsc, mimo że cho­rzy leżeli także na kory­ta­rzach. W ciągu pię­ciu dni Wiel­kiego Lon­dyń­skiego Smogu zmarło 4 tys. osób – głów­nie z powodu infek­cji dróg odde­cho­wych, nie­do­tle­nie­nia i udu­sze­nia wywo­ła­nego nadmier­nym wydzie­la­niem śluzu w podraż­nio­nych płu­cach. Cho­ro­wały nawet osoby, które ni­gdy wcze­śniej nie uskar­żały się na pro­blemy odde­chowe. 9 grud­nia, kiedy poja­wił się lekki wiatr, powie­trze w Lon­dy­nie zaczęło wra­cać do normy, jed­nak Bry­tyj­czycy wie­dzieli, że muszą zmie­nić swój spo­sób myśle­nia o śro­do­wi­sku, aby już ni­gdy nie dopu­ścić do tak dra­ma­tycz­nego roz­woju wypad­ków. 
 
Zmiany w bry­tyj­skiej sto­licy dopro­wa­dziły do tego, że pro­blem zagro­że­nia zdro­wia i życia wywo­łany smo­giem został znacz­nie ogra­ni­czony, głów­nie dzięki likwi­da­cji nie­efek­tyw­nych, indy­wi­du­al­nych źró­deł ogrze­wa­nia. Czas, aby zmiany te zaczęły zacho­dzić także w Pol­sce.